|
Ostatnie wpisy 01/07/09
Koń i pies tak jakby ten sam, myślał sobie. Wtem go złość tęga opanowała, wyrwał miecz z pochwy i powiedział:
- Muszę znaleźć tego człeka, co tyle ludzi potracił!
Rodzice królowie umarli, zostało dwoje dzieci,- Pasy drzyjmy! - i każdy, jak mu się zdało, tak radził, a siostra mówi:
- Jak go sądzicie, tak sądźcie, aby prędzej.
Aż najstarszy zawołał:O godzinie trzeciej po północku - powiedział karczmarz.
- AKrólewiczu, nie bierz tego mleka, bo to na zgubę twoją.
A on nie słucha lwa, tylko myśli: "Mój Boże, czemuż by mnie chciała siostra stracić?" I mówi:
- Daj mi mleka, bo mi potrzeba.
Lew mówi:
- Kiedy ci potrzeba, to mnie dój. Ja ci więcej zwierząt zawołam, bo ci więcej mleka potrzeba, a na mój rozkaz wszyscy staną.
Zawołał lisa, wilka, niedźwiedzia i zająca.
- Wydójże teraz, którego ci mleka potrzeba.
Królewicz wydoił wilka i niedźwiedzia, i już miał wracać do siostry swojej, gdy wtem lew zawołał:
- Masz piszczałkę, którą ci dle mnie kto obudzi? Bo ja bardzo ciężko sypiam, i innym sposobem się nie obudzę, aż mię kto w palec serdeczny igłą ukłuje.
Położył się spać, a karczmarz już czuwał nad tem, aby mógł obudzić onego rycerza, który ogłaszał, że może królewnę ocalić od śmierci. I słyszał karczmarz, że już królewnę wiozą na pożarcie smokowi, ale zapomniał, jakim budzić sposobem, aż dziecię trzymiesięczne, które w kolebce leżało, rzekło:
- Mamo, mamo, a toć ten pan mówił, żeby go igłą ukłuć w palec serdeczny prawej ręki.
Dopiero karczmarz ukłuł go, a on się zerwał ze snu i zawołał, czy aby nie przeszła ta godzina. Zawołał na zwierzynę swoją i udał się tam, gdzie królewna wieziona była na plac.
Przybył na plac, na którym ją już furman przywiązał do słupa.
- Cóżeś ty zrobił! - zawołał.
A furman odpowiedział:
- Ja rozkazu królewskiego mam słuchać.
- Rycerzu, po coś ty tu przybył! Ja zginę marnie, a ty przy mnie - królewna zapłakana powiada.
- Nie bój się, królewno - odrzekł królewicz i kazał jej, aby poszła do powozu.
- Nie lękaj się nic, ja cię zastąpię.
I królewna poszła do powozu, a lis i zając za nią. Uradowała się nimi, zdjęła z siebie pelerynkę, przedarła na pół i zawiązała na szyi jednemu i drugiemu.
A smok przylatuje na plac do onego królewicza i mówi:
- A coś ty za jeden, takiś się chwat obrał, toć tu król ma tyle wojska, a nie dał rady! Tak się i tobie dostanie, jak i królewnie!
- Otóż ja się ciebie nie boję - on odpowiedział.
- A coś ty taki hardy? - powiada smok. - Ja mam na cyrografie od samego króla wydane, że mnie co dzień człowieka ma dać, to chociaż ja ciebie dziś zjem, to jutro królewnę.
Wtedy rozkazał królewicz zwierzętom, aby rozpoczęły walkę i zwyciężył smoka, język ze łba wyciął i włożył do torby. Udał się do powozu, do królewny i pojechał z nią, a zwierzyna pozostała przy cielsku smoka. Dopiero sen go straszny zmorzył.
- Moja kochana - powiedział - ja tu pod drzewem się trochę prześpię.
Usiadła królewna przy nim, on położył głowę na jej kolanach i usnął, a ona nad nim płakała, że gdyby nie on, to by była nie żyła.
I tak spał długo, nie mogła go dobudzić, aż furman uznał, że ona go się już nie dobudzi, zsiadł z kozła i mówi:
- Jak mi nie poprzysiężesz, że ja smoka zabiłem, to utopię w tobie sztylet.
I czym prędzej w królewicza sztylet wraził, bo się bał, iżby się nie przebudził. Wtedy ona mu poprzysięgła, jako nie powie przed ojcem, że to nie on zabił.
- Tylko to ci przysięgam, że wyjdę za ciebie, ale aż za rok i niedziel sześć, bo ja będę w żałobie po nim chodziła, a jeśli nie poprzestaniesz na tem, to mi odbierz życie, jakeś jemu odebrał.
Furman przystał na to i wrócił na plac, na którym smok leżał, uciął łeb na znak królowi, jako już smoka zwyciężył, i powrócił z królewną do zamku.
- Oto on, ojcze najukochańszy, zwyciężył smoka - rzekła królewna, a król na to:
- To ty jesteś teraz królem i bierzesz córkę za żonę.
- Ojcze, poprzysięgłam rok i sześć niedziel w żałobie chodzić, że mnie Pan Bóg od śmierci obronił - ona mówi.
Ojciec na tym poprzestał, a ona, wciąż myśląc o tamtym, mówiła sobie: "A gdy już przejdzie rok i niedziel sześć, to ja przysięgę złamię; nie pójdę za zdrajcę!"
Tymczasem zajączek, powracając śladem, spotyka pana, który już leży martwy. Bieży zaraz do lwa.
- Panie - powiada - nasz rycerz stracony!
Lew przybył do onego rycerza ze wszystką zwierzyną i rozkazuje zającowi bieżeć po mleko. A zając powiada:
- A, jacyście mądrzy, toż na mnie każdy myśliwiec dybie, to mnie może w drodze zabić i mleka nie przyniosę.
Więc lew rozkazał lisowi, żeby poszedł po mleko, a on mówi:
- A, jacyście mądrzy, jak będę leciał i wlecę gdzie pomiędzy gęsi, i chęć mię weźmie, złapię gęś i chłopi mię zabiją, i nie przyniosę mleka.
Więc rozkazał wilkowi, a wilk powiada:
- A, jacyście mądrzy, jak będą chodzić cielaki, złapię cielaka, wyleci chłop, a zabije mię, i mleka nie przyniosę. Więc rozkazał niedźwiedziowi, a ten mówi:
- Toć ja bym i poszedł, ale ja pomału będę lazł, to kiedy ja przyjdę?
Na koniec sam lew poszedł i przyniósł ono mleko, którym posmarował rycerza swojego, a ten wstał i udał się ku miastu. I przyszedł z tą zwierzyną do tego samego oberżysty. A ten mu opowiada, iż królewna za mąż ma iść, bo to furman zwyciężył smoka.
- Jeść mi się chce strasznie - powiada rycerz - nie mam pieniędzy, ale nic to, poślę do królewny list, to mi przyśle pieczeń i butelkę wina.
- A przez kogo pan poślesz? - pyta karczmarz.
- Zajączka poślę! On mi przyniesie! - Zawołał rycerz.
- Tam są tęgie psy, rozerwą zajączka.
- O całą twą oberżę założyłbym się, że on się psów nie boi.
I założyli się o całą oberżę.
Zajączek się zakradł do pałacu, otworzył pokój, wpadł i zaczął królewnę po nodze łapką drapać. Królewna spuściła rękę i poznała po szyi, że ten zajączek ma na szyi pelerynkę, którą mu uwiązała. Złapała go pod fartuch i uciekła do swego pokoju, przywiązała mu butelkę wina, pieczeń i chleb. Wyszła na dach i kazała ogłosić, żeby psy wszystkie pochowali na tę godzinę, bo kto puści, to będzie stracony.
Wtedy furman już pomiarkował, że to ten rycerz niezawodnie przyszedł, i zawołał furman do króla:
- Ojcze najukochańszy, jakiś rycerz przyszedł z wielką zwierzyną i ludzie go się boją w całym mieście!
- A tyś nie mocny? Rozkaż wojsku, niech mu nakażą, niech wyjedzie! - król na to.
I posłał wojska, a rycerz powiada:
- Niech on i sam przyjdzie, ja się go nie boję.
A królewna słyszała o tym i powiada do ojca:
- Czemuż ojciec głupca słucha? Toć to miłe powinno być ojcu, gdy rycerz jaki trafi do miasta, to go ojciec powinien przyjąć!
I posłał wojska, a rycerz powiada:
- Niech on i sam przyjdzie, ja się go nie boję.
A królewna słyszała o tym i powiada do ojca:
- Czemuż ojciec głupca słucha? Toć to miłe powinno być ojcu, gdy rycerz jaki trafi do miasta, to go ojciec powinien przyjąć!
Tymczasem furman miecza królewskiego, co go zabrał, nie mógł wyciągnąć z pochwy. Wszelkich sposobów użył, że go w końcu w cztery konie ciągnęli, a i tak wyciągnąć nie mogli. A królewna, niespokojna, pyta znowu ojca:
- Czy ten rycerz nie może tu przyjść?
W końcu król, usłuchawszy córki, napisał list z zaproszeniem.
Wychodząc z oberży, rycerz pyta zwierzęta, czy aby tam nic mu nie grozi. Lew mu odpowiada:
- Nie bój się, panie.
Przychodzi, widzi, że coś w cztery konie ciągną i pyta króla:
- Co tam robią te konie?Tymczasem furman miecza królewskiego, co go zabrał, nie mógł wyciągnąć z pochwy. Wszelkich sposobów użył, że go w końcu w cztery konie ciągnęli, a i tak wyciągnąć nie mogli. A królewna, niespokojna, pyta znowu ojca:
- Czy ten rycerz nie może tu przyjść?
W końcu król, usłuchawszy córki, napisał list z zaproszeniem.
Wychodząc z oberży, rycerz pyta zwierzęta, czy aby tam nic mu nie grozi. Lew mu odpowiada:
- Nie bój się, panie.
Przychodzi, widzi, że coś w cztery konie ciągną i pyta króla:
- Co tam robią te konie?
- Dobywają miecz zięcia mego, który zwyciężył nim smoka, a teraz zardzewiał - król na to.
Rycerz podszedł i kazał konie wyprząc. Wziął w ręce miecz i wyjął z pochwy.
- Oto miecz mój, który jest po ojcu moim. Już teraz się nie boję nikogo! - zawołał.
Królewna wybiegła do nich i płacze, bo go zaraz poznała, a on pyta króla:
- Czy to aby furman zabił smoka?
- A toć on - król odpowiada - bo mi łeb przywiózł na dowód.
- A czy ten łeb ma język? - pyta rycerz.
Król, zadziwiony, bieży do zamku i pyta zięcia, czy zwierz taki ma język.
- Musi mieć i język, alem nie oglądał - furman odpowiada.
Król, wpadłszy do piwnicy, gdzie łeb leżał, obejrzał - język obcięty.
- To ze złości odgryzł sobie - mówi furman.
Wychodzi król do rycerza i powiada:
- Zwierz zjadliwy był, to i język sobie odgryzł.
A rycerz wyjmuje z torby i powiada:
- Oto ten język.
Królewna pada ojcu do nóg i powiada:
- To jest rycerz, co mnie obronił od śmierci, a to zdrajca. Chciał mnie przebić sztyletem, gdy tamten zasnął pod drzewem, ażem mu przysiąc musiała, że nie wydam go, tylko powiem, że to on zwyciężył tego smoka.
Król natychmiast rozkazał szubienicę postawić, furmana powiesić, a rycerz pojął królewnę za żonę i całe królestwo było jego. Zwierzęta się z nim pożegnały i do lasu wróciły.
Wtedy powiedział żonie o siostrze i ta zaraz go namówiła, aby po jej kości pojechał, a że nad siostrą wyrosła lelija, kości przywiózł i pochowali ją przy sobie, postawili jej pomnik i napisali na nim: "Zdradliwa siostra brata tu pochowana". I wpadł pomiędzy gmachy pałacu, wodząc pieska przy sobie. A piesek zaczął okropnie szczekać. Wychodzi baba do niego i mówi:
- Weź ode mnie różdżkę i uderz tego pieska, bo mnie skaleczy.
A on na to:
- Tyś tutaj mego brata straciła, to i mnie chcesz stracić! Już ty ręce mojej nie ujdziesz!
I szczuje pieskiem babę, a ta mówi:
- Paniczu, mam ja tu wodę, którą polejesz brata i on wstanie.
- Ty mnie zdradzić chcesz, jak mego brata zdradziłaś - on mówi. - Polej ty sama!
- Moja ręka nic nie będzie znaczyć, jak ja poleję - baba na to.
Więc się udał na dwór i przyniósł dwa kije. Kazał babie wsadzić między te kije butelkę i polał najpierw brata, który wstał i powiedział:
- A tom się wyspał, wyspał.
- Spałeś na wieki - brat mówi do niego.
I chodzili obaj bracia, i kamienie polewali, i dużo ludzi z tych kamieni ożywiali, i całe miasto obok zamku zaklętego poczęło się ożywiać. Oni zaś powrócili do zamku i spostrzegł brat jeden, że na łóżku leży ładny kamyczek, i pokropił go wodą. Wtem wstaje królewna tego zamku i powiada:
- A tom się wyspała, wyspała.
- Spałaś, królewno, na wieki - mówi on.
- Już ja teraz będę twoją żoną i twoje będzie to królestwo.
- Powrócę do ciebie, ale pojadę pierwej do swych rodziców po błogosławieństwo - odrzekł i obaj pojechali.
I mówi brat jeden do drugiego:
- Pierwszej nocy, nim tu przyjechałem, spałem z twoją żoną.
- Spałeś? - on odpowiada i wyrywa miecz z pochwy, i ucina głowę bratu swojemu.
I udał się do żony swojej, a nie wiedział o niczym, aż się położył z nią spać, a ona mówi:
- A coś ty miał za grymas, żeś wyjął miecz i między nas w środek położył?
Myśli on: "To mój brat spał z moją żoną, ale sprawiedliwie". Szybko wstał i pomyślał sobie, że ma wodę, którą mu głowę poleje, to on wstanie. I przyjechał do brata, polał oną wodą. Brat powstał i przeprosili się.
I tak obydwaj powrócili do żony jego. Nie chciał brat drugi bawić tam, tylko do rodziców powrócił, którzy mu dali błogosławieństwo. Udał się do zamku swojego i poślubił oną królewnę, którą ożywił, i całe miasto było mu wdzięczne. A rodziców wziął do siebie i chował ich aż do śmierci.
Autor kalwi 04:32 21/04/08 |
- Macie butelkę wody i gdzie się będziecie rozjeżdżać, tę wodę pod jakie drzewo schowajcie na rozstajnych drogach, a gdy który wróci do wody, a zastanie krew, to już drugi zginął.
I tak się rozjechali. Jeden udał się w lewo, drugi w prawo.
Ten, co się udał w prawo, przyjechał do pałacu, co w nim smok przeszkadzał. Królewna jedynaczka miała iść temu smokowi na pożarcie.
I tak się rozjechali. Jeden udał się w lewo, drugi w prawo.
Ten, co się udał w prawo, przyjechał do pałacu, co w nim smok przeszkadzał. Królewna jedynaczka miała iść temu smokowi na pożarcie.
A weź mnie, weź mnie, na trzy części rozetnij i daj pierwsze dzwonko żonie, a drugie szkapie, a trzecie suce, a ze mnie kości wszystkie weź i schowaj w ziemi.
Wtem kobieta jego została brzemienna, tak samo kobyła, tak samo i suka. Kobieta urodziła dwóch synów, bliźnięta, i tak samo kobyła oźrebiła się, i miała dwa źrebaki; oszczeniła się i suka, i miała dwa pieski - wszystko po parze. I tak rośli wszyscy razem aż do tych lat, w których czas im było wyjeżdżać na wojnę.
Dopiero ojciec z matką rozpaczali! Ale oni rodziców nie słuchali i uzbroili się w broń, która im wyrosła z tych kości, co je ojciec pochował pod ścianą, i ruszyli w drogę. Matka im tylko to jeszcze powiedziała:
- Mac dziewczyna i chłopiec. Królewicz powiada:
- Ja nie będę panował, tylko w świat pójdę.
Królewna zaś mówi:
- Ja bez ciebie nie ostanę, tylko z tobą pójdę.
Przyszli oboje do boru i zapuścili się w gęstwiny, aż tak z sił opadli, że dalej iść już nie mogli.
- Będziemy tu nocować w lesie - mówi królewicz.
Ułożyli się pod choinką, a gdy usnęła, bo była strudzona siostra jego, królewicz wszedł na choinkę i ujrzał ogień w boru błyszczący. Uwiązał nitkę u choinki i za nitką udał się ku ogniowi, aby po nitce powrócić do siostry.
I przyszedł w bór do tego ognia, a tam było dwunastu zbójców, a trzynasty ich ojciec. Stanął królewicz pod oknem, a słuchał, o czym oni rozmawiają. A ojciec mówi:
- Jak jestem tu lat siedemdziesiąt, jeszcze do mnie nikt nie trafił, a dziś przyszedł królewicz i pod oknem stoi, a wyjdźcie który i zabijcie go.
Królewicz słyszał rozmowę o jego śmierci i zaraz dobył z pochwy miecz, który miał na pamiątkę po ojcu swoim. I tak wszystkich dwunastu pobił i trzynastego ich ojca, ale go nie ze wszystkim zabił. Dopiero wszedł do tej izby, w której oni mieszkali, i przejrzał skarby, które duże tam mieli, a każdy miał swoją celę jak ich było trzynastu.
Wziął wszystkich, poznosił do jednej, do trzynastej, i powrócił do siostry po tej nici. Zabrał siostrę i przyszedł do tego domu
- Masz tu dużo skarbów, pieniędzy, licz je sobie, aby ci się nie przykrzyło, bo ja tu siedzieć nie będę, tylko idę polować, ale do dwunastu chodź, a do trzynastej celi żebyś nie chodziła! Masz klucze od wszystkich trzynastu.
- A dlaczego mi nie pozwalasz tam iść? To weźże klucz od tej trzynastej celi - siostra na to.
- Masz mnie słuchać, a jak ci iść nie pozwalam, to nie chodź!
Wyszedł na polowanie, a ją korciło strasznie zajrzeć do tej trzynastej celi, bo tak sobie mówiła, że tam musi być większy majątek. Otworzyła drzwi, zajrzała i strasznie się przelękła, aż odskoczyła. Wtedy ojciec tych dwunastu zbójców, który nie był zabity, zawołał:
- Nie bój się, bo to nam twój braciszek porobił, a ty, jak będziesz chciała, to my wszyscy powstaniemy. Zachoruj na śmierć, to ci brat przyniesie od trojga zwierząt mleka, a ty wyleczysz nas i pojmiesz sobie, którego będziesz chciała z tych dwunastu, bo tobie z bratem nie żyć.
Brat przychodzi z polowania, a ona mówi:
- Mój braciszku najukochańszy, strasznie zasłabłam, a babka mi powiedziała, żebyś mi przyniósł od trojga zwierząt mleka, to ja bym ozdrowiała.
- W takie tam baśnie nie wierz, bo to nieprawda.
I nie chciał się siostry usłuchać, i nie poszedł po mleko.
Tylko wyszedł na polowanie, a siostra zerwała się z pościeli, bo nie była słaba, i poleciała do zbójców po radę. A zbójca mówi:
- Weź szafranu, ja tu mam, posmaruj się, a będziesz żółta, i połóż się, a będziesz chora tak jak na śmierć, on wtedy uwierzy.
Brat przyszedł, spojrzał na nią, że ona jest taka słaba, i dopiero mówi sobie: "Mój Boże, żem nie chciał posłuchać siostry, to ją stracę".
I poleciał po mleko, złapawszy skorupy.
Napotkał lwa leżącego. Zdejmuje dubeltówkę.
- Muszę cię zabić, bo ty pewnie masz mleko - mówi, ale lew odzywa się:
- Ej, królewiczu! Stój, nie strzelaj do mnie, bo ja wiem, co ci potrzeba, a jak mnie zabijesz, to i sam zginiesz!
I powiada:
- am do obrony. Jak zagrasz na niej, to my ci wszyscy staniem, ale zawsze graj do trzech razy.
Królewicz wrócił z mlekiem i zaraz posmarował królewnę, a ona wstała, bo nie chorowała, i jak tylko on wyszedł na polowanie, poleciała do zbójców i mlekiem ich smarowała, a oni wszyscy wstawali.
- My jemu rady nie damy, bo on jest silny, nie tak on, jak jego miecz - mówili.
I proszą siostrę:
- Jak on przyjdzie, to ty z nim żartuj, a damy ci strunę, którą mu zwiążesz dwa palce w tyle. Jak raz mu zwiążesz i zerwie, tak złóż kilka razy strunę, żeby zerwać nie mógł.
Tak też siostra zrobiła, bo o zdradzie brata myślała, a on zawołał:
- Aleś mi też związała palce, że rozerwać nie mogę!
Wtedy zbójce wylegają do niego, łapią i naradzają się, jak go teraz osądzić.
Jeden mówi:
ie butelkę wody i gdzie się będziecie rozjeżdżać, tę wodę pod jakie drzewo schowajcie na rozstajnych drogach, a gdy który wróci do wody, a zastanie krew, to już drugi zginął.
I tak się rozjechali. Jeden udał się w lewo, drugi w prawo.
Ten, co się udał w prawo, przyjechał do pałacu, co w nim smok przeszkadzał. Królewna jedynaczka miała iść temu smokowi na pożarcie.
- Czyż mu żałujesz jeszcze troszkę pożyć, kiedy on był dla ciebie dobry?
Wtedy królewicz prosi:
- Toć ja nie ujdę z rąk waszych, coście mnie obstąpili dokoła, a wypuśćcie mnie przed chałupę, niech ja się ucieszę na swojej piszczałce.
Siostra woła:
- Oj, nie puszczajcie go, bo on was wszystkich zdradzi, bo on mistrz nad wszystkie mistrze!
Chcesz tam jechać? Jeślibyś pojechał, to już byś nie powrócił.
On wstał rano, nie słuchał żony i wsiadł na konia, wziął to uzbrojenie, w które był przystrojony, wziął konika i pieska ze sobą, i udał się w tamte strony.
Przyjechał do morza, gdzie leżały dwie szczapy drew. Zdjął z siebie pasek, te dwie szczapy związał, wprowadził konika i pieska, i tak się przewiózł za morze. I przybył do zamku zaklętego i wszedł, a nie widział żadnego człeka, tylko kamienie.
Wychodzi do niego baba. Piesek skacze na nią, a ona mówi:
- Paniczu, weź różdżkę ode mnie, a uderz tego pieska, bo mnie skaleczy
Skoro wziął tę różdżkę i uderzył pieska, ten stał się kamieniem i koń kamieniem, i on sam kamieniem. Żona jego kazała swój zamek ciężką żałobą okryć, bo straciła męża.
Przyjeżdża brat jego do wody, którą schowali, i ogląda. Zobaczył krew i udał się w tę stronę, gdzie brat jego pojechał.
I przyjeżdża do tego zamku, gdzie brat jego wprzódy przyjechał, i widzi żałobę.
- Dlaczego ten zamek tak przykryty? - pyta.
A królewna powiada:
- Ja myślałam, żeś zginął!
I szybko kazała to obedrzeć. Cieszyła się, że mąż powrócił, a on to wszystko udawał, bo chciał się dowiedzieć, jak brat jego tu zginął. Tak samo położył się z nią spać, lecz wyjął miecz z pochwy i położył w środek pomiędzy nich, bo wiedział dobrze, że to nie jego żona. Wtem, ujrzał błyskanie za morzem czerwonym.
- A co tam takiego tak błyszczy? - pyta ją.
- A, toś ty tam nie był? To ty nie wiesz? - odpowiedziała.
I tak się dowiedział, że brat jego tutaj nie zginął.
Rano, skoro tylko wstał, udał się tak samo w podróż, wziąwszy z sobą konika i pieska, i to samo uzbrojenie, w które był przystrojony. I przybył tak samo do morza, gdzie były dwie szczapy drew. Zdjął z siebie pasek, te dwie szczapy związał, wprowadził konika i pieska, i tak się przewiózł za morze.
I przybył do zamku zaklętego, i wszedł, a ny i smoka zwojuję - mówi.
Stanął przy norze, skąd smok siedem łbów mający, wychodził i wszystkie siedem pościnał. Król mówi mu:
- Ode mnie już nie odjedziesz, tylko córkę moją weźmiesz za żonę.
I tak się ożenił. Razu pewnego, w nocy, zaczęło się okropnie błyskać nad morzem czerwonym.
- Co tam takiego, co tak błyszczy - pyta, a żona mówi:
-ie widział żadnego człeka, tylko kamienie. "Zapewne tu mój brat zginął, bo jest
Autor kalwi 04:31 21/04/08 |
|